Transpieninada - cz. I - Pieniny Właściwe

Trasa na:       trzy dni
Plan:             przejść Pieniny Właściwe i Małe Pieniny + najważniejsze wąwozy
Dojazd:         transportem publicznym
Dystans:        51 km

Etap I:           Pieniny Właściwe - 23 km



Pieniny stanowią najwyższy i jednocześnie najbardziej efektowny fragment wapiennego górotworu nazywanego pienińskim pasem skałkowym. Góry te mają wyjątkową i skomplikowaną historię geologiczną. Od otaczających je łańcuchów górskich odróżnia je to, że były one wielokrotnie wypiętrzane, wchłaniane przez wodę, fałdowane, zgniatane, rozciągane... i tak w kółko przez miliony lat. Ta bogata historia ruchów geologicznych wpłynęła bezpośrednio na ich obecną, zróżnicowaną rzeźbę. W Pieninach występują też ślady po zjawiskach wulkanicznych z okresu, kiedy góry te były wypiętrzane. Na szczytach takich jak, Jarmuta, czy Wdżar (leżący na granicy Pienin i Gorców, przez niektórych badaczy włączany do Pienin) można znaleźć spore intruzje andezytowe, które są dowodem na to, że niegdyś lawa wydostawała się tu na powierzchnię (lub zastygała nieco pod nią). Raczej na pewno góry te nigdy nie były klasycznymi wulkanami. Najprawdopodobniej były to wypływy magmy poprzez spękaną skorupę ziemską. Innym miejscem o podobnym charakterze jest Skałka Bazaltowa nieopodal wylotu wąwozu Białej Wody, jednak skała ta jest starsza niż same Karpaty i pochodzi z okresu jury. W Sudetach zjawiska wulkaniczne spotkać można w wielu miejscach wielu pasm. W polskich Karpatach występują w kilku miejscach, jednak są to zwykle skały stare, powstałe jeszcze przed wydźwignięciem Karpat. Natomiast skały wulkaniczne powstałe w okresie formowania Karpat znajdziemy jedynie w Pieninach i w ich najbliższym sąsiedztwie na skrajnych wzniesieniach Beskidu Sądeckiego i Gorców, które bezpośrednio graniczą z Pieninami.

Polska część Pienin dzieli się na trzy części:
  • Pieniny Spiskie na zachodzie z kulminantą w postaci góry Żar (883 m n.p.m.). Jest to najniższa część całego pasma.
  • Pieniny Właściwe w części centralnej z najwyższym szczytem Okrąglicą - 982 m n.p.m.(najwyższa z trzech skał tworzących masyw Trzech Koron). Jest to najbardziej urozmaicona część pasma, z licznymi skałami, stromymi ścianami i urwiskami oraz z widowiskowym Przełomem Dunajca.
  • Małe Pieniny na wschodzie, oddzielone od właściwej części pasma Przełomem Dunajca. Jest to grzbiet ciągnący się wzdłuż granicy państwowej, na którym występują liczne i malownicze polany. Najwyższy szczyt Małych Pienin, czyli Wysoka (1050 m n.p.m.), zwana również  Wysokimi Skałkami, jest jednocześnie najwyższym wzniesieniem w całych Pieninach.
Podczas swojej wędrówki przeszedłem wzdłuż Pieniny Właściwe oraz Małe Pieniny schodząc z głównego ich grzbietu w najciekawsze wąwozy: Szopczański, Białej Wody i Homole.

Mapa całej Transpieninady

Przejście przez Pieniny Właściwe

Przejście etapu trasy, który prezentuję w tym poście zajęło mi popołudnie pierwszego dnia wyprawy i przedpołudnie dnia drugiego. Etap ten można skrócić z 23 km do 16,5 km, nie schodząc ze szczytu Trzech Koron do Schroniska PTTK Trzy Korony w Sromowcach Niżnych. Ominą Was jednak wtedy świetne widoki "od frontu" na najpopularniejszy szczyt Pienin Właściwych.

25 sierpnia 2016

Na "Starcie" pojawiam się punkt 13:00, po ponad pięciu godzinach transportu środkami publicznymi. Najpierw był autobus KZK GOP do stolicy Górnego Śląska, czyli Katowic, później autokar do Krakowa, dalej bus do Krościenka nad Dunajcem skąd ostatnim już busikiem dojeżdżam na miejsce, z którego przez najbliższe 51 km poruszać się będę wyłącznie na własnych nogach (będzie jeden drobny wyjątek od tej reguły ale o tym później). Startuję na Przełęczy Snozka, nieopodal miejscowości Kluszkowce. Wjeżdżając na przełęcz, chwilkę po wyjściu z busa moim oczom ukazuje się pierwszy wspaniały widok na Tatry i polski Spisz. Jestem zachwycony i nie waham się tego okazać, choć nie mam specjalnie komu, gdyż wybrałem się na samotną wędrówkę. Krzyczę przez chwilę z radości, wydając z siebie dźwięki przypominające nawołujących cowboyów, wyciągam aparat, robię poniższe zdjęcie, zarzucam plecak na plecy i ruszam w drogę szlakiem niebieskim.


Na pierwszym etapie mojej trasy moje oczy cieszą zarówno odległe Tatry, jak i Pieniny Spiskie wznoszące się tuż za Jeziorem Czorsztyńskim, które rozciąga się stąd niemal przez całe moje pole widzenia.

Daleko na zachodzie, na linii horyzontu dostrzegam charakterystyczny kształt Babiej Góry.

Już po chwili marszu natrafiam na całe stado ochoczych modelek i modeli.


Zostawiam owce za sobą, żeby spokojnie skubały sobie trawę, którą przerobią później na mleko, by baca mógł zrobić przepyszne oscypki.

Na południe ode mnie wznosi się Lubań a u jego podnóża po lewej, wspomniany wcześniej Wdżar.

Szlak póki co jest asfaltowy ale nie przeszkadza mi to znacznie, gdyż wokół mam naprawdę piękne widoki.

Wchodząc na grzbiet podziwiam widok na Tatry, Pieniny Spiskie, Jezioro Czorsztyńskie oraz ruiny Zamku Czorsztyn (na wzgórzu po lewej).




Nieco dalej na mojej dróżce napotykam spożywającego coś sporego przedstawiciela pasikonikowatych. Jest tak zajęty posiłkiem, że nie przeszkadza mu nawet obiektyw i dźwięk migawki.

Na początku Czorsztyna po raz pierwszy mam szeroki widok na Pieniny Właściwe. Po lewej Trzy Korony - tam spędzę noc.

W Czorsztynie wchodzę na teren PPN.

Tuż za bramą znajduje się pawilon wystawowy parku a w nim najstarsza w kraju trójwymiarowa makieta gór, powstała w 1932 r, czyli wtedy, gdy powstał sam park. Jako ciekawostkę dodam tu, że w tym samym roku rezerwat przyrodniczy utworzono też na Słowacji i tym samym powstał pierwszy w Europie międzynarodowy park natury.

Zaraz za pawilonem wchodzę na polanę Majerz. Na jej początku znajduje się bacówka, w której produkowane są tradycyjnymi metodami regionalne przetwory mleczne - oscypki, bundz i żentyca. Produkty z tej bacówki badane są przez jednostkę Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi oraz posiadają certyfikat zdrowej żywności. Ja jednak swoje sery zakupiłem na drugim końcu trasy, nad Jaworkami w bacówce starej daty - niecertyfikowanej. 

Na terenie bacówki tylko jeden baran z owcą, zapewne jako "maskotki" - reszta na łące na wypasie.


Tuż za bacówką pasą się byki i krowy.


Z grzbietu polany Majerz także wspaniale widać Jezioro Czorsztyńskie z otoczeniem...

...oraz Spisz i Tatry.


Tutaj właśnie zastaję pozostałe owce z bacówki.


Pasterz zapytał mnie dokąd idę. Odpowiedziałem mu, że na Trzy Korony a później do schroniska pod tym szczytem. Popatrzył na mnie zdziwiony i spytał: "To tam jest schronisko?" a następnie dodał, machając ręką w tym kierunku: "Jo tam nigdy nie był..." Odpowiedziałem, że to częste zjawisko, że górale nie chodzą po górach a on mi na to: "Jo nie góral, jo Auschwitz!" Porozmawialiśmy jeszcze chwilę, po czym ruszyłem dalej.

Rzut oka za siebie, po przejściu ogromnej polany Majerz. Pasterz z owcami został za grzbietem.

Dalej szlak wiedzie głównie lasem ale czasem zdarzają się prześwity na mniejszych niż poprzednia polanach.



O 15:45 docieram na szczyt Okrąglicy i robię kilka zdjęć.
Widok w kierunku, z którego przyszedłem z Babią Górą na horyzoncie.



Widok na Tatry, Spisz, Słowackie Pieniny i Sromowce Niżne z Dunajcem na pierwszym planie.


Spiskie pola.

Dunajec i słowacki Czerwony Klasztor po jego lewej stronie oraz nasze Sromowce Niżne po prawej.

Na pierwszym planie: wystająca skała po lewej to Sokolica a szpiczasta góra po prawej, to słowacka Golica. Obie góry przedzielone są płynącym poniżej Dunajcem. Na drugim planie, ciągnący się ukośnie grzbiet, to Małe Pieniny z wyraźnie zarysowaną Wysoką na końcu.

Na małej platformie widokowej na szczycie robi się tłoczno, więc schodzę do Przełęczy Szopka i żółtym szlakiem, przez Wąwóz Szopczański udaję się do Schroniska PTTK Trzy Korony w Sromowcach Niżnych.

Kilka zdjęć Wąwozu Szopczańskiego. Niestety słońce w tym miejscu i o tej porze dnia nie było moim sprzymierzeńcem, stąd mała ilość zdjęć.



Wylot wąwozu

Schronisko PTTK Trzy Korony w Sromowcach Niżnych. Z tyłu po lewej widoczny słowacki Czerwony Klasztor.


Kilka ujęć Trzech Koron spod podnóża masywu.


Trzy Korony i schronisko o tej samej nazwie.

Początkowo plan był taki, aby rozbić tutaj namiot, jednak życie często weryfikuje plany. Stwierdzam, że żal byłoby odpuścić sobie zobaczenie zachodu słońca ze szczytu Trzech Koron, więc spędzam w schronisku pół godziny, odpoczywam i ruszam w dalszą drogę. 

Funduję sobie dwukrotne wejście na Okrąglicę, co okazuje się trasą od serca... dosłownie!
Zerknijcie na kształt jaki zatoczyłem wokół szczytu!

To miejsce emanuje miłością i nie są to puste słowa!
Ponad sześć i pół roku temu oświadczyłem się mojej żonie na szczycie Okrąglicy!
Góry są idealnym cementem ludzkich emocji!

Po niepełnych dwóch godzinach od opuszczenia schroniska, drugi raz w ciągu tego dnia pojawiam się na Okrąglicy.

Gra świateł na spiskich pagórkach na chwilę przed zachodem słońca, widziana ze szczytu.





Zachód słońca na Okrąglicy.

Słońce zachodzące za Babią Górą.


W miejscu tym chciałbym pozdrowić świetnego fotografa i grafika komputerowego - Michała Karcz, którego poznałem  na szczycie i, z którym wspólnie fotografowaliśmy zachód słońca. Bardzo miła i skromna osobistość podczas, gdy później uświadomiłem sobie, że miałem do czynienia niemal z celebrytą;) Po przyjeździe z gór zapoznałem się z jego pracami i do tej pory jestem pod OGROMNYM ich wrażeniem. Pozdrawiam!

Po zachodzie słońca Michał schodzi do Krościenka n. Dunajcem a ja stwierdzam, że nie ruszam się już więcej i noc spędzę dokładnie w tym miejscu - na platformie widokowej. Miałem dzisiaj spać w namiocie, jednak znajduję się obecnie w parku narodowym, więc odpuszczam ten pomysł. Pogoda jest dobra, więc śmiało mogę spędzić noc pod chmurką. Wyciągam śpiwór, rozwijam karimatę i czekam na spektakl, który już za chwilę ma się rozegrać nad moją głową.

Pierwsze światła w Sromowcach Niżnych.

Zmrok zapada szybko i po chwili cała miejscowość jest już rozświetlona.

Podnoszę głowę do góry i momentalnie przypomina mi się sentencja Kanta:
"Są dwie rzeczy, które napełniają duszę podziwem i czcią, niebo gwiaździste nade mną, prawo moralne we mnie. Są to dla mnie dowody, że jest Bóg nade mną i Bóg we mnie"


Wielki Wóz nad Lubaniem. Pod nim światła Grywałdu i Kluszkowców.

26 sierpnia 2016

Wraz z brzaskiem otwieram oczy, wysuwam głowę ze śpiwora i stwierdzam, że spektakl bynajmniej nie ma się ku końcowi a nawet pojawił się nowy bohater - mgła, czy raczej morze chmur w dolinie Dunajca!



Tuż przed wschodem.

Mając ciągle żywe wspomnienie migoczących gwiazd oraz wschodzące słońce przed oczyma, przypomina mi się fragment poematu z "Księgi Zaginionych Opowieści" J.R.R. Tolkien'a, wykorzystany przez zespół Summoning w jednym z ich utworów (podaję w j. oryginału):

The misty stars thy crown, the night thy dress,
most peerless magical thou dost possess my heart,
and old days come to life again,
old mornings dawn...







Idealnie przejrzyste powietrze z widokiem na Tatry ponad chmurami.



Wschodzące słońce wydobywa z mroku coraz więcej detali.



Dzień zaczął się na dobre!

A więc w drogę! Pozostaję wierny niebieskiemu szlakowi i idę w kierunku Zamkowej Góry.


Wejście na teren ruin Zamku Pieniny.
Obok postawiono kapliczkę fundatorki zamku - św. Kingi, żony Bolesława Wstydliwego.
 Średniowieczne żywoty i kroniki wskazują, że będąc dzieckiem przeżyła ona w Polsce dwa najazdy Mongołów. Nieco później, będąc już księżną, przed trzecim najazdem uciekła wraz z siostrami zakonnymi z ufundowanego przez siebie klasztoru klarysek w Starym Sączu do tegoż oto zamku. Według tych podań, zamek został wzniesiony na jej polecenie, na taką właśnie okoliczność.


Badania przeprowadzone pod koniec lat 70'tych dowodzą, że zamek został wzniesiony w trzeciej ćwierci XIII w. a więc jest to najstarszy zamek murowany w Małopolsce (jego mur tarczowy, który widać na poniższych zdjęciach, jest starszy od wawelskiego). Jednocześnie jest to najwyżej położony zamek w polskich Karpatach - usytuowano go pomiędzy 740 a 760 m n.p.m.


Po spełnieniu swej roli i zapewnieniu schronienia św. Kindze, zamek nie był zbyt często używany i stopniowo popadał w ruinę. Większą popularność zdobył ponownie na początku XX w., kiedy to na jego ruinach wybudowano pustelnię. Mieszkało w niej dwóch pustelników - pierwszym był Andrzej Stachura. Niestety podczas pobytu drugiego pustelnika, Wincentego Kasprowicza, domek spłonął w 1949 r.
[zdjęcie archiwalne, źródło: fotopolska.eu]

Tak najprawdopodobniej wyglądał zamek w czasach swej świetności na profilu Zamkowej Góry.

Opuszczam Zamek Pieniny i udaję się dalej niebieskim szlakiem.




Krótki postój na uzupełnienie pustej butelki.

Na polanie Wyrobek płoszę niechcący łanię.

Nieco za tą polaną wchodzę na Sokolą Perć - bardzo ciekawy szlak wiodący po grani, na której znajdują się takie szczyty, jak Czertezik i Sokolica.

Sokola Perć jest w większości zalesiona, jednak w wielu miejscach są prześwity z ciekawymi widokami, jak poniżej - na Sokolicę (szpiczasta skała).

Ścieżka bardzo często wiedzie tuż przy krawędzi stromej przepaści.



Widoki z Czertezika: na masyw Trzech Koron...

...Tatry...

...i Sokolicę.

Z Czertezika już tylko kawałek drogi dzieli mnie od Sokolicy.


Widok z Sokolicy na Okrąglicę i zakole Dunajca.


Selfie z cieniem.

Wyraźnie widoczna wyrwa Przełomu Dunajca pomiędzy Golicą a Trzema Koronami.

Sosna reliktowa na szczycie Sokolicy. 
Najprawdopodobniej najsławniejsza i najczęściej fotografowana sosna w kraju. Jednocześnie jest to prawdopodobnie też jedna z najstarszych przedstawicielek tego gatunku. Sosny reliktowe w Pieninach mają około 500 lat i są pozostałościami z ostatnich okresów polodowcowych. Niegdyś porastały one spore połacie lasów. Obecnie, ze względu na ocieplenie klimatu, zostały wyparte przez świerki i przetrwały jedynie na najwyższych, najbardziej niedostępnych skalistych ostojach.


Tratwa flisacka widoczna na Dunajcu.

Nietypowo ukształtowana gałąź jednego z buków na zejściu z Sokolicy.

Zejście z Sokolicy kontynuuję szlakiem niebieskim. Po drodze jest polanka, z której widać Szczawnicę oraz Schronisko PTTK Orlica (po prawej).

Schronisko PTTK Orlica

W pewnym momencie szlak się urywa a moją drogę przecina Dunajec.

Szczęśliwym trafem czeka już na mnie pieniński flisak, który przewozi turystów przez Dunajec niczym Charon przez Styks.

Przeprawa przez Dunajec była jedynym momentem tej wyprawy, w którym nie poruszałem się na własnych nogach, o czym wspomniałem na początku.

Po drugiej stronie Dunajca czekają już na mnie Małe Pieniny. Opisuję je w kolejnym poście.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nowe komentarze będą widoczne po zatwierdzeniu.